piątek, 21 października 2016

Ostatnie rozdanie

"Na dobrą sprawę każdy z nas jest w czyimś imieniu, kim nie jesteśmy, jesteśmuy bowiem jedynie wyobrażeniami samych siebie. Do tego ciągle zmieniającymi się, w zależności od takich, innych okoliczności, zdarzeń, czasu, mody, konwencji czy nawet własnych kalukacji. Jesteśmy nie do uchwycenia w jakiejś stałej formie.
  Kto wie, może każdy byt, a tym bardziej człowiek jest z istoty wielobytem, konsekwencją tej niekończącej się mnogości wyobrażeń siebie.
  Mówi się, co prawda, być sobą. Mówi się w zuchwałym przekonaniu o stałości naszego ja. Powtarza to każdy. Lecz być sobą tak naprawdę nic nie znaczy. Aby być sobą, trzeba być kimś, to znaczy wiedzieć, kim się jest. A jak możemy to ustalić, zagubieni wśród wciąż zmieniających się wyobrażeń siebie? Pragnienie poznania siebie jest tylko daremnym błądzeniem pośród tych wyobrażeń. Być może nawet czymś w rodzaju tęsknoty za sobą, rozpaczy za sobą, ale też ustawiczną ucieczką od siebie w nasze o sobie wyobrażenia."

"W liście pisanym ręcznie czytamy nie tylko to, o czym ktoś nam donosi. Czytamy również to, co kryje się w kształcie słów, czy nawet poszczególnych liter, w ich pochyłości, rozwlekłości, gęstości. Czytamy, czy te litery drżały w trakcie ich pisania, czy się poddawały lub stawiały opór, czy wypływały na papier pospieszne, podniecone lub rozgoryczone, czy w mozole dopływały do ręki.
To nam nieraz więcej mówi niż to, o czym list donosi. Pozwala niekiedy się domyślać, co list próbował zataić lub czego nie byłoby zdolne przekazać żadne słowo. Prawda listu kryje się i w papierze, na którym został napisany, i w kopercie, w której został wysłany. List pisany ręcznie potrafi zdradzić nawet to, do czego ktoś zmuszał słowa, żeby kłamały. Czasem zastanawiam się, czy list nie wziął się z pragnienia dotknięcia kogoś, gdy było to fizycznie niemożliwe. Ale, być może, to już przebrzmiałe pragnienia, dlatego list umiera."

"Pociąg odjechał, a ja zostałam na peronie, jak zostałam w swoim życiu."

"Młodość nie jest tak pociągająca, jak się panu może wydaje. Młodość to zmarnowany czas. Zmarnowany na złudzenia. Jakby życie ofiarowując nam młodość, zadrwiło z nas, aby tym dotkliwiej nas później doświadczyć."

"Inna sprawa, że po tych iluś tam próbach i ciągłym przeglądaniu imion, nazwisk, adresów, telefonów, chociażby z powodu jednego nazwiska, wydawało mi się, że zaczyna się z nich wyłaniać jakiś ogólnyobraz mojego życia. Bezkształtny, to prawda. Ale czy mógłby być inny, czy życie wystarczy wypełnić czyimiś imionami, nazwiskami, adresami i telefonami, aby można się w nim odnaleźć? W tych wszystkich fragmentach, przypadkowych, niespodziewanych, nieprzystających do siebie, jak nie przystaje dzień do dnia, zdarzenie do zdarzenia czy słowa do myśli, do wyobrażeń, do uczuć, do snów, a nawet słowa do słów wzajemnie sprzecznych, nieprzyjaznych często wobec siebie, które żadnemu porządkowi nie chcą ulec, krążąc w nas jakby po osobnych orbitach, a naszą nad nimi nadrzędność można porównywać do nadrzędności naszego ciała, na przykład, nad sercem, wątrobą czy żołądkiem, niezależnymi przecież od nas. Tak że jesteśmy, podobnie jak ten mój notes, jak gdyby opasani gumą, która ma tę właściwość, że czasami pęka.
  Kto wie zresztą, czy bezkształtność nie jest naszym znamieniem, jako że zatopieni w coraz bardziej przygniatającym nas świeciepozbywamy się dobrowolnie własnego ja. Lub odwrotnie, uciekamy od własnego ja, z którym, przyznaję, nie tak łatwo żyć. Sądzimy, że w tej bezształtności ukryjemy się przed czyhającym na nas od urodzenia do śmierci wyrokiem rozpaczy."

W. Myśliwski, Ostatnie rozdanie