niedziela, 15 marca 2015

Stasiuk

"To nas kusiło, ponieważ życie składa się raczej z okruchów teraźniejszości, które zapadają w pamięć, i tak naprawdę tylko z tego składa się nasz świat."

"W Szerencs na dworcu pachniało czekoladą, ponieważ zaraz obok była największa na Węgrzech czekoladowa fabryka. Popijając piwo, palinkę i kawę, zastanawialiśmy się co dalej. Po prostu rozkład jazdy zawierał zbyt wiele możliwości, a intuicja chwilowo przycichła."

"Stałem w tej nadprzyrodzonej ciszy, paliłem papierosa i myślałem, że tak powinny wyglądać wszystkie poranki świata: budzimy się w absolutnym spokoju, w bezludnym obcym mieście, w którym zatrzymał się czas, i wszystko wokół wygląda jak dalszy ciąg snu."

"Dobrze jest przyjechać do kraju, o którym prawie nic się nie wie. Myśli wtedy cichną i stają się bezużyteczne. Wszystko trzeba zaczynać od nowa. W kraju, o którym prawie nic się nie wie, pamięć traci sens. Można porównywać kolory, zapachy albo jakieś nieokreślone wspomnienia. Zycie robi się nieco dziecięce i trochę zwierzęce. Rzeczy i zdarzenia coś przypominają, ale koniec końców nie stają się czymś więcej, niż są w istocie. Zaczynają się dokładnie tam, gdzie je zauważamy, i zaraz zanikają, przesłonięte następnymi. Tak naprawdę pozbawione są znaczenia. Składają się z pierwotnej materii, która dotyka wprawdzie naszych zmysłów, ale jest zbyt lekka, zbyt delikatna, by mogła nam dać jakąś nauczkę."

"To właśnie nie daje mi spać, to pragnienie, by w końcu się dowiedzieć, jaki jest los tych wszystkich obrazów, które przeszły przez moje źrenice i zostały w umyśle, co dzieje się z nimi, gdy mnie już tam nie ma, czy zabrałem je na zawsze, unieruchomiłem we własnej głowie, i będą już ze mną do końca, odporne na zmiany pór roku i pogody."


"Czasami wstaję nad ranem, żeby popatrzeć, jak rzednie ciemność i powoli ukazują się rzeczy, drzewa i reszta pejzażu. W dole słychać rzekę i koguty we wsi. Światło świtu jest zimne i niebieskie. Wypełnia powoli świat, i tak samo dzieje się we wszystkich miejscach, w których byłem. Ciemność blednie w gminie Sękowa, w mieście Sulina na skraju dunajskiej Delty i wszędzie, gdziekolwiek czas składa się z dnia i nocy. Piję kawę i wyobrażam sobie brzask gdzie indziej."

"Teraz natomiast błąkaliśmy się w poszukiwaniu noclegu w plątaninie dróg i nie chciało nam się zwalniać, więc błękitne tablice z nazwami miejscowości odczytywaliśmy pobieżnie i z tym przyjemnym zdziwieniem dla języka węgierskiego, który sprawia, że podróż wymyka się geografii i zaczyna biec śladem baśni albo legendy w stronę dzieciństwa, gdy brzmienie i muzyka słów brały górę nad sensem."

"Zawsze gdy wracam, mam pełne kieszenie monet i nigdy nie pozbywam się ich do końca, ponieważ wierzę w czereśniacką magię, która sprowadzi mnie na powrót w te wszystkie miejsca chociażby po to, by coś jeszcze kupić za ten drobiazg."

"Tak właśnie działa pudełko po butach i mój umysł jak papuga wyciągający losy na loterii. Tak działa blaszana puszka po wódce absolut, laterna magica zbiegów okoliczności, przypadków i przygód składających się w opowieść, która toczy się we wszystkie strony i nie może potoczyć się inaczej, ponieważ dotyczy pamięci i przestrzeni, a one przecież zaczynają się w dowolnym momencie i nigdy nie kończą. Wystarczy pojechać do Koniecznej, by się o tym przekonać. Wystarczy wyjechać i wrócić po tygodniu albo dwóch, by dostrzec, że czas jest nieco martwy, że oczekiwał na nasz powrót, wcale nie zabraliśmy go ze sobą, i wszystko, co działo się w podróży, działo się równocześnie, bez następstwa, bez kolejności, i wcale się nie zestarzeliśmy. To takie złudzenie nieśmiertelności, gdy unoszą się biało-czerwone szlabany, cwana odmiana tai-chi, czyli medytacji w ruchu, i w końcu, bądźmy szczerzy, najzwyklejsza ucieczka."

Jadąc do Babadag


"Przychodzi mi do głowy, że człowiek powinien się rodzić w takim krajobrazie, spędzać w nim dzieciństwo i potem go opuszczać, by wiedzieć, co znaczy utracona miłość."

"To jest bezmierna melancholia strefy umiarkowanej. To jest środkowoeuropejski spleen czterech pór roku, gdy zimne bez przerwy zamienia się w ciepłe, mokre w suche, a jasne w zachmurzone, a potem odwrotnie i tak do samej śmierci, bez żadnej nadziei na odmianę. To jest smutek Słowiańszczyzny, gdzie gdy coś się zaczyna, to zaraz się kończy albo zmienia we własne przeciwieństwo i żadna ostateczność nie jest ostateczna."

"My tymczasem żyjemy jak na wulkanie. Zwłaszcza teraz, w marcu, gdy jesteśmy u kresu sił fizycznych oraz umysłowych. Wszyscy na wschód od Łaby powinni dostawać prozac. Nigdy nie byliśmy chrześcijanami ani monoteistami, ani nawet agnostykami. Do tej pory jesteśmy czcicielami słońca, jesteśmy poganami i jeśli coś naprawdę nami rządzi, to właśnie zmiany pogody. Wyże i niże baryczne."

"I jeszcze nieruchomy wzrok starych kobiet siedzących przed swoimi domami. One wyglądają tak, jakby widziały całą przeszłość i znały przyszłość. Mężczyźni mogą się różnić, ale stare kobiety są wszędzie takie same. Tutaj w Polsce, na Słowacji, na Węgrzech, na Bałkanach. Siedzą w swoich wdowich czarnych sukniach i chustkach i patrzą wskroś czasu."

Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz