sobota, 18 grudnia 2010

Lady Makbet

"Co u pani?" (...) "Ach, doskonale - odpowiadała Lady Makbet- rozumiem już teraz dokładnie źródła mojej agresji, popędu władzy i skłonności suicydalnych. To nierozwiązany konflikt edypalny i regresywny kompleks libido złożyły się na moje trudności w relacjach międzyludzkich, na moją niezdolność do głębszych uczuć, problemy z wyrażaniem emocji i całkowity brak kontroli nad złością oraz autodestrukcją".
"Dzięki analizie - konkludowała Lady Makbet- jestem pogodną, zadowoloną i sympatyczną kobietą".
"Dzięki takiej analizie - konkludował Russell - oczywiście gdyby - co jest absurdem- była ona w stanie zrealizować swoje obietnice, stalibyśmy się bezdusznymi,groteskowymi lalkami, które są od siebie kompletnie nie do odróżnienia".
Zastanówcie się - co by się właściwie o takiej odnowionej, rozplątanej, pogodzonej ze sobą i dojrzałej Lady Makbet dało powiedzieć? Jak by się ją dało scharakteryzować? Obawiam się, że nijak. Że byłoby to niemożliwe.
Abstrahując już od tego, że w ogóle nie byłoby żadnej Lady Makbet, bo tego rodzaju pozbawiona właściwości figura nigdy nie stałaby się bohaterką sztuki Szekspira.

Tomasz Stawiszyński, Newsweek kobieta